D-day -1

... To już w sobotę ruszymy w kierunku nieznanego. Teraz sprawdzenie listy:
1) dzieci - są (na listach)
2) mata - wyjechała (ale czy dotrze)
3) transport dograny - mają być dwie drezyny drabiniaste wraz z furmankami
4) instruktorzy - część już choruje
5)....

środa, 30 czerwca 2010

Dzień 4 - Material Girls















.... doniesienia z frontu... ciągły atak kultury ze wschodu.... Pan Maciej Wasilewski kontynuował przekaz na żywych organizmach... siną farbą.... wyryte.... HELP!
... na tym nie koniec... poznajemy tajne techniki zaginania papieru...najlepiej zagina Ania Urbala....ciągłe przegięcie może być przyczyną... wielu ... niep....

Zabrakło kasy, więc postanowiliśmy zagonić towarzystwo do pracy. Damska część zajęła się pracami jubilerskimi i dzierganiem paciorków dla tutejszego wodza. Męska część składała 50000 długopisów - może to pozwoli zakupić odpowiednie ilości wody. Paciorkowały nie tylko dziewczyny. Skąd się bierze to parcie na błyskotki? Ciekawe....

O 2300 skończyliśmy najkrwawszy odcinek Indiany Jonesa - blady strach padł na..... nas. Dlaczego wszystkie dzieci chcą spać z nami. Musieliśmy użyć Offa, aby się odczepiły... uff dobrze, że mamy środki chemiczne...

wtorek, 29 czerwca 2010

Dzień 3 – Spotkania z Kulturą trzeciego stopnia.










...... dzień zaczął się jak zwykle: pobudka, zbiórka śniadanie i..., no właśnie – pierwszy dzień treningów. Znaczy się obóz AIKIDO rozpoczęty. Pomimo destruktywnego działania poniektórych milusińskich, udało się. Ich złowieszczy plan spalił na panewce i nie związali nas nocą. Sensei Maciej wprowadził do treningu trochę cukierniczego kolorytu, który przybrał formę pączusiów. Dzieciaki mlaskały i cieszyły się, widząc ideał do jakiego mają dążyć.

Po treningu, zaczęły się spotkania z kulturą przez duże K i to nie z fizyczną, jakby sobie co niektórzy pomyśleli, ale z ta wschodnią japońską. Kolega Maciej, uczon w języku kwiatu wiśni i wschodzącego słońca objaśniał „o co kaman” u tych braci z wysp. Następnie podzieliwszy rozbestwione towarzystwo na grupy, zaczął uczyć tej kultury. Malowali coś na papierach, co niby oznacza litery i słowa, ale nie byłbym tego taki pewien. Bo to człowiek wie co w takim żółtym człowieku siedzi?

Ci co się nie uczyli – nieuki jedne – pławili się w odmętach kwitnącej wody jeziora lub trenowali ze sprzętem to co dowiedzieli się od sensei'a Maćka, na zielonym trawniku.

Wieczorem udało nam się odpalić kino objazdowe i z sentymentem wspomnieliśmy czasy pierwszych projekcji filmów z Charlie Chaplinem, Polą Negri czy Indianą Jonesem. Łza się w oku zakręciła. Niestety, jak to ze starymi taśmami bywa końcówkę trafił kamikaze i o 2230 zaczęliśmy się wycofywać do okopów na spoczynek.

Po lekkiej potyczce z wodą i mydłem, wszystkie krasnale leżały w łóżkach... niestety sznurek nam się skończył i trzeba było wiązać skarpetami.

Cisza, błoga cisza.....





















niedziela, 27 czerwca 2010

Dzień 2 - Niedzielne piekiełko







Pobudka zgodnie z regulaminem 0730. Brak snów coś oznacza, pytanie tylko co? O 0800 udaliśmy się do paśnika. Było nieźle, ale dżemu nie było! Podobno ma być. Przeliczywszy stan i oceniwszy pogodę zapadła jedyna z możliwych decyzji - na plażę, tam musi być woda. Z nieba żar a my jak na patelni. Jeden z naszych, zaczął oliwić całą czeredę, zabezpieczając ją przed nadmiernym przyrumienieniem - przypalone nie smakuje tek dobrze. Siedzieliśmy w wodzie bo było to jedyne miejsce chroniące przed żarówą. Dzieci urwały jakieś koło od traktora, ale nikt nie krzyczał.
Tak do obiadu. Po obiedzie błogi czas ciszy poobiedniej - jakże obowiązkowej w trakcie dnia. Z niechęcią ją zakończywszy podzieliliśmy dziadki, na te które poszły odwiedzić świątynię bożą i te które bratały się z Neptunem na plaży. Tak do kolacji. Po ostatnim w tym dniu posiłku, zaczęła się wojna na placu - dostaliśmy się w dwa ognie oraz używaliśmy zbijaka aby przeżyć. Starsi postanowili skopać piłkę. W tumanach kurzu szarpali się 2x 10 min i potem zmiana koszulek, ups drużyn.
Wszystko co złe ma jednak swój kres i o 2200 zagoniliśmy towarzystwo do boksów i spryskując dezynfektorem zakończyliśmy tą nierówną walkę. Jeszcze tylko 12 dni.....


sobota, 26 czerwca 2010

Dzień 1


Dojechaliśmy. Stan osobowy taki sam jaki zabraliśmy ze Szczecina. Chwile grozy przy przydziale pokoi i..... zaczęło się. Woda, pogoda i zabawy po pachy. Przed nami pierwsza noc.