












... mijają kolejne dni. Nastał czas odliczania. Mimo ostrych treningów, pogłowie się nie zmniejsza. Wezwaliśmy fachowca od szkodników. Przyjechał aż ze stolycy i przygotował cały arsenał pułapek. Samochód uginał się od lin, karabinków i innego sprzętu. Wieczorem pierwsza grupa zmierzyła się ze swoim przeznaczeniem. Wielu odpadło, a tylko nieliczni osiągnęli szczyt....
Drugiego dnia, nastąpiło załamanie pogody. Po tylu dniach żaru z nieba, bardzo pożądana odmiana. Po porannym treningu przyszedł czas na młodszych. Migiem opanowali sztukę rozkładania noclegu oraz pakowania plecaków. Nie udało się ich także spacyfikować na linach, rozwieszonych w zabudowaniu. Pan Grzegorz dwoił się i troił, aby te skrzaty usadzić. Na nic to się nie zdało. Dalej psociły i chciały jeszcze. Obmyśliliśmy zatem plan wieczorny. Większe wysokości i więcej lin. Niestety, znów się nie udało. Nawet Ruda, która ma lęk wysokości – jak mówiła – wjechała na 7 metrów a potem niczym pająk, weszła na pionową ścianę (8 m). Coś chyba robimy nie tak. Wszelkie sposoby zawodzą. Czas chyba oddać je rodzicom. Jeszcze tylko 3 dni....





Cóż, ja tam lęku wysokości u Rudej nie stwierdzam, jeśli nawet, to rzeczywistość tego nie potwierdza, a w moich genach na pewno tego paskudztwa nie przekazałam:) Za drugą połowę nie odpowiadam:) Mam nadzieję, że z kolorem włosów powiązanych jest wiele innych dobrych genów mamusi, czyli możecie spokojnie liczyć na świadectwa z czerwonym paskiem, gadulstwo i determinację w dążeniu do celu. Nawet osadzonego na ośmiu metrach nad ziemią:)Ale, ale , zapomniałam o zapędach przywódczych! No, to by było na tyle. Kadro - buziaki!Ruda - tęsknimy do bólu. Nie możecie się spóźnić do domu, bo po powrocie mamy zaplanowane kino!!!! Już Ruda wie, na co idziemy!!:) Pa!
OdpowiedzUsuńPS Proszę uprzejmie o przekazanie Świergotce, że za to coś na literę "B", co zostawiła w pokoju powinna mieć karcer na najbliższe stulecie, natomiast przez wzgląd na pomysłowosć w utajnieniu tegoż zjawiska - dostanie wyrok w zawiasach:)
Kochana nad wyraz Kadruniu, Dziecko me rude odebrałam umorusane, ale nadprzeciętnie skore do opowiadania - jak było. Urośnięte o 2 cm i zadowolone, szczególnie z ostatnich wyczynów na ściankach, wbrew oszczerczym aluzjom do posiadania przez Owe lęku "czegośtam":) Dziękuję za Jej wspaniałe dwa tygodnie, jak zawsze. I - choć to już "pod autobusem" powiedziałam, to teraz ponownie ku pamięci wyrażam - jak Julia jest z Wami, ja się nie denerwuję, nie konsumuję pazurów, sypiam dobrze w nocy, nie marwię się wcale ( no, chyba, że o Was:) i jestem po prostu SPOKOJNA O MOJE DZIECKO. Chwała Wam za to i dzięki stokrotne. Dla mnie - nadopiekuńczej i marudnej baby fakt, że Julka jest z Wami ( i w wakacje , i w ciągu roku szkolnego ) oznacza, że nauczy się nie tylko sztuki aikido, ale też zasad życia, prawości, szacunku dla autorytetów i dyscypliny, nie mówiąc już o ekstrasach w postaci innych interdyscyplinarnych atrakcji. Nauka dla ciała i psyche. Chylę czoła. Koniec peanu, a jest on zasłużony. Amen
OdpowiedzUsuń